Obraz „Gest” z 1991 to świadectwo dojrzałego etapu twórczości Tyszkiewiczowej. Namalowany pod koniec życia, jest dziełem radykalnym w swej prostocie. To forma malarska stwarzana „ad hoc, z niczego”, jak pisała, poprzez intuicję, skupienie, pod świadomość.
Tyszkiewiczowa wierzyła w paradygmat awangardy i przekraczanie granic sztuki. Towa rzyszyła temu refleksja teoretyczna spisywana przez dziesięciolecia – w notatnikach, esejach, artykułach. Jej inspiracje obejmowały filozofię, fizykę kwantową, buddyzm. Czerpała z kultur Wschodu, które „uczą docierania do swojego ‘ja’, do wyzwolenia z siebie witalnych sił twórczych”. Sztuka miała być dla niej przestrzenią duchowego kontaktu – próbą dotarcia do uniwersaliów: Boga, miłości i prawdy.
Twórczość Tyszkiewiczowej przechodziła liczne etapy – od kapistowskich bukietów po kubizujące kompozycje, aż po taszystowskie eksplozje gestu. Ale z czasem zrezygno wała z koloru. „Nie odnalazłam powodu, żeby go stosować” – pisała. Pozostała czerń i biel, intuicja, skupienie. W jednym z wpisów z 1965 notuje: „Po co wyrażałabym treść i formę, które znam? Po co bym to robiła? Żadna forma, dziś mi znana, nie jest do przyjęcia”.
Obraz „Gest” to kulminacja tej drogi. Nie ilustruje, nie opowiada, nie przypomina. Jest świadectwem malarskiego instynktu, duchowości zanurzonej w kulturze humanistycz nej, wyrazem dążenia do pozamaterialnego porządku. Przypomina, że najlepszy obraz to ten, „który ma największą moc pobudzania skojarzeń”.