Pomimo że w twórczości Stefana Filipkiewicza dominują właściwie pejzaże, głównie tatrzańskie i małopolskie, to martwe natury także zajmują w jego artystycznym oeuvre ważne miejsce. Tak pisał o nich Władysław Kozicki, zwracając szczególną uwagę na zagadnienia związane z kolorem i światłem: „Problem zestrojenia barw, zanurzonych w refleksach słońca i odtworzenie migotliwej gry różnokolorowych cieni, problem trudno, a malarsko bardzo nęcący, znajduje tu zawsze świetne, a za każdym razem inne rozwiązanie. W tych kwiatach i martwych naturach jest wygrana cała gama nastrojów uczuciowych: jedne są gorące, radosne i wyzywające, inne zgaszone i melancholijne, inne jeszcze toną w zamyśleniu i rozmarzeniu zmierzchowych godzin” (Władysław Kozicki, Stefan Filipkiewicz, „Sztuki Piękne” 1926-27, s. 97-98). Krytyk dostrzegł w kompozycjach Filipkiewicza oprócz walorów stricte formalnych także inne aspekty, mniej namacalne, efemeryczne, które składały się na specyficzny nastrój i atmosferę udzielającą się oglądającemu obraz widzowi. Malarz studiując u największych, polskich modernistów – Mehoffera, Stanisławskiego, Pankiewicza czy Wyczółkowskiego, zaczerpnął z ich repertuaru plastycznego wszystko to, co najlepsze. W okresie międzywojnia stał się ewidentnie kontynuatorem bogatej spuścizny Młodej Polski i jej artystycznych założeń.