Pod koniec lat dwudziestych Rafał Malczewski poświęcił wiele swoich obrazów motywom związanym z koleją: małym, prowincjonalnym stacjom, niepozornym budynkom, miejskim ślizgawkom wciśniętym między domy, parowozom i wagonikom sunącym przez melancholijne pejzaże. Malczewskiego nie fascynowały jednak maszyny jako triumf nowoczesności, lecz raczej ich obecność w pustce – statycznej, cichej, niemal nierzeczywistej.
Ten nastrój znakomicie uchwycił Michał Choromański w jednym ze swoich tekstów:
„Bardzo ponure, szare niebo, pada bez ustanku przez trzeci tydzień, żałośliwie i nudno połyskują szyny kolejowe, nad szaro-seledynowym torem zwisają chmury, i tylko dach budki zwrotniczego płonie rozdzierającą czerwienią (...). Pociąg posuwa się tak wolno i z takim beznadziejnym uporem, jak gdyby zamiast węgla palono w lokomotywie najprzedniejszą tęsknotą!... Znowu przystanek… Mała, biała stacyjka. Mokre mury, zroszone deszczem. Tuż pod oknami telegrafisty – wyblakły, wyżółkły ogródek. Koło sztachet w czterech rogach sterczą srebrne i zielone kule. I wtedy każdy wyczuwa: w tym ogródku tylko to jest niezwykłe, że nigdy nie stanie się z nim nic niezwykłego! I na nowo znasnuwa się wszystko dymem, i lokomotywa, dwie lokomotywy, trzy!... O, gdyby to było możliwe i wszystkie ukochane, najdroższe lokomotywy świata wyciągnęły pociąg w niebosiężną górę!”
Sam Rafał Malczewski w wypowiedziach o swoim malarstwie tak tłumaczył źródła tej tematyki:
„Linie kolejowe, nie magistrale, ale te jednotorowe, malutkie stacyjki, przystanki, małe miasteczka, drogi pokryte błotem i kałuże. Kolej to uraz psychiczny z lat dzieciństwa (...). Dzisiaj nie przepadam za nią tak bardzo, ani nie cenię jako środka lokomocji, urzędnikiem kolejowym zostać nie chcę – reklamy naszemu kolejnictwu nie przysparzam, a jednak ciągnie mnie coś w ten świat, do którego równocześnie czuję coś pokrewnego ze wstrętem.”
Fascynacja koleją nie była niczym szczególnym w sztuce przełomu XIX i XX wieku. O ile jednak futuryści i ekspresjoniści skupiali się na ruchu, szybkości, dynamice i burzeniu sielskich pejzaży, o tyle Malczewski operował innym nastrojem. Jego obrazy kolei i małych stacyjek niosły ze sobą melancholię, ciszę i pustkę – atmosferę bliską realizmowi magicznemu.
Choć Malczewski odwoływał się do osobistych przeżyć z dzieciństwa, trudno pominąć wpływ, jaki wywarła na jego twórczość publikacja niemieckiego pisarza Franza Rohra. Wydana w Berlinie i Wiedniu książka wprowadziła pojęcie „magicznego realizmu” jako następstwa ekspresjonizmu. Jej oddziaływanie w Europie Środkowej było znaczne – stała się impulsem dla wielu artystów kierujących się w stronę nowej przedmiotowości. Znał ją również Witkacy, który określenie „hiperrealista” przypisywał właśnie Malczewskiemu, co może świadczyć o wpływie tej publikacji na ówczesne dyskusje artystyczne.
Kwintesencją magiczno-realistycznego etapu twórczości Malczewskiego jest m.in. obraz Stacja kolejowa, zanurzony w chłodnej, mrocznej pustce. W jego atmosferze pobrzmiewa echo wizji Giorgia de Chirico – zderzenie obojętności przestrzeni z obecnością człowieka i maszyny.
Magiczne napięcie obecne w tych dziełach utrzymywało się w pejzażach Malczewskiego jeszcze przez dekadę – aż do końca lat trzydziestych. Obrazy powstałe podczas pobytu na Lazurowym Wybrzeżu również nasycone były tą samą melancholią.