Martwe natury księcia Montparnasse’u
Mojżesz Kisling jest uznawany dzisiaj za jednego z czołowych reprezentantów środowiska École de Paris, skupiającego artystów – przybyszów, głównie pochodzenia żydowskiego, z Europy Środowo-Wschodniej i Rosji. Kiedy w 1910 roku malarz przybył nad Sekwanę, prędko wszedł w kręgi artystycznej bohemy miasta. Miał za sobą doświadczenia krakowskiej Akademii, środowiska wówczas dość konserwatywnego, które jednak dało mu możliwość kontaktu z jednym z najwybitniejszych polskich modernistów – rewolucjonistą na gruncie impresjonizmu, czyli Józefem Pankiewiczem. Zapewne pod wpływem jego opowieści o Paryżu młody Kisling podjął ów trud podróży na zachód Europy. Ze słynnego Bateau-Lavoir przeniósł się szybko do jeszcze bardziej znanego La Ruche. Dzięki swym towarzyskim koligacjom i finansowym sukcesom zdobył miano samego „księcia Montparnasse’u” – artystycznej dzielnicy francuskiej stolicy.
Kisling zasłynął i zdobył sobie przychylność publiczności oraz krytyków głównie dzięki portretom i wysublimowanym, pełnym erotyzmu aktom. W jego oeuvre martwa natura zajmuje jednak równie ważne miejsce. Są to przede wszystkim kwiaty – silnie rozwinięte bukiety, sprawiające niekiedy wrażenie namacalnych i uruchamiające w oglądającym wszystkie zmysły. Zdarzają się jednak i inne przedstawienia, jak chociażby to prezentowane w katalogu aukcyjnym. W układach tych Kisling niejednokrotnie odchodził od wyidealizowanego świata kreowanego w kompozycjach kwiatowych, ukazując martwą naturę o charakterze w pełni mizerabilistycznym, ubogim wręcz, chciałoby się powiedzieć. Tak jest dla przykładu w kompozycji z misą wypełnioną owocami, stojącą samotnie na blacie okrągłego stołu.
Martwa natura jako gatunek w jego oeuvre to odzwierciedlenie słów samego autora, który w wywiadzie dla „L’Art Vivant” z 15 czerwca 1925 roku mówił: „Wiem, że nie można wnieść do malarstwa nic nowego, ponieważ tworzywo jest zawsze to samo, a nasze środki działania są niezmienne, i że malarzowi pozostaje tylko jedna droga: natchnąć te same odwieczne przedmioty własną uczciwością malarską”. I tak właśnie martwe natury Kislinga, choć także i jego portrety, akty czy też pejzaże, otrzymywały rysy dość ambiwalentne. Ich forma została zawieszona gdzieś pomiędzy tradycją i nowoczesnością. Malarz przetwarzał dawne wzorce, inspirował się nimi, ale nie oddawał się beznamiętnemu kopiowaniu.
Mocno wyczuwalne skupienie na przedmiocie, na nastroju, silna chęć uchwycenia chwili i w pełni wanitatywny aspekt martwych natur Kislinga zbliża go do dawnych mistrzów malarstwa europejskiego. Kisling przefiltrowuje owe doświadczenia poprzez najnowsze zdobycze awangardy. W ten właśnie sposób w jego obrazach zaskakująco przeszłość łączy się z teraźniejszością. Pomimo że konstruował on swoje kompozycje inaczej niż wybitni koloryści, wzmiankowany kilkakrotnie Cézanne, Pierre Bonnard czy chociażby Pankiewicz, to ma on z nimi wiele wspólnego. Choć artysta zawsze wyznaczał silnie wyczuwalną linię i kontur, które nadawały rytm kompozycji, to kolor stanowił niezmiernie ważne ich dopełnienie.