„Często dla określonej idei szukałem ekwiwalentu plastycznego, stąd różnice formalne w nawet w nieodległych czasowo realizacjach. Do tego dochodzi jeszcze fakt, że wiele moich obrazów układa się jak nie w cykle, to przynajmniej serie, po których zakończeniu odczuwam naturalną potrzebę szukania czegoś nowego, innego. Bywało, że o sprawach ponurych i nieprzyjemnych (w tym dla mnie osobiście, jak na przykład w obrazach o chorobie nóg) mówiłem świadomie pięknym, wyrafinowanym językiem koloru i materii (…). W tej dychotomii, w tym zderzeniu upatruję sensu: zatrzymać i przykuć uwagę na chwilę, w końcu szczególną cechą nieruchomych obrazów jest to, że w mgnieniu oka, w sekundę, są w stanie opowiedzieć swój ‘świat’, nie mniej czasami skomplikowany niż, powiedzmy, Komedia Ludzka Balzaca. Więc chwila wystarczy. Żartem powiem, że teraz jestem ‘spokojnym ekspresjonistą’”.
Jacek Sroka w rozmowie z Idą Smakosz, 2017