Iwona Ogrodzka traktuje budynek jako przestrzeń opresyjną dla człowieka. Monumentalne gmachy przedstawiane są nierzadko w zdeformowany sposób, świadomie zakłócający efekt przestrzenności. Natomiast ze względu na rozgrywające się w ich wnętrzach, niedostępne oczom ogółu, sytuacje, zniekształcone bryły funkcjonują jako swoiste miejsca kaźni. Artystka roztacza przed widzem w ten sposób własną wizję końca ludzkości, gdzie polityka strachu, skrzętnie wpajana ludziom przez media i rządy państw, utrudnia obiektywny ogląd rzeczywistości. Przez okna prostopadłościennych biurowców, bunkrów, kościołów, czy też budynku sejmu, wylewają się natomiast płynne substancje rozmaitych kolorów. Dla malarki są one symbolem dawno straconej nadziei oraz ciągłej niepewności, ogarniającej nowe społeczeństwo, które miało istnieć spokojnie w krainie wiecznej szczęśliwości.