„Oto jeden z jego czysto nadrealistycznych pejzaży. Co widzimy? W tle błękitno-brzoskwiniowo-rdzawe chmury. Uciekają bądź jakby płyną niespokojnie w górny kąt obrazu. Oddzielona od nich ostrym horyzontem, niemal pustynna, szaro-granatowa ziemia. Pod horyzontem samotne, zeschłe drzewo, dramatycznie skręcone (‚smutne’). Bliżej widza uciekający fragment schodów z białego marmuru. Tajemnicza budowla, do której zdają się przynależeć schody, rzuca długi cień zapadającego wieczoru. Czyste powietrze. W nim na tle nieba i ziemi, jak we śnie, unoszą się przedmioty. Olbrzymia harfa zbudowana jakby z ‚warkoczy’, nad nią fragment muru, po którym spływa purpurowa (krwawa…) draperia. Całkiem z boku, ucięty ‚fruwający’ fotel (...). Wszystkie te przedmioty uczestniczą w dramacie przemijania. Budują nastrój chwili ‚przed’ a może i ‚po’ jakimś niepokojącym zdarzeniu. Nigdy nie dowiemy się jakim”. Antoni Szoska, Z sal wystawowych. Malarstwo Henryka Kozakiewicza, „Echo Krakowa”, nr 250, 23.12.1986