Rok 1928 przypada na szczególnie interesujący moment w twórczości Gustawa Gwozdeckiego. Po niemal dziesięcioletnim pobycie w Stanach Zjednoczonych artysta ponownie związał się z Paryżem i środowiskiem Montparnasse’u. Powracał tam już jako twórca dojrzały, mający za sobą doświadczenia modernizmu, ekspresjonizmu i fowizmu, a zarazem malarz coraz silniej zainteresowany nowymi tendencjami europejskimi. Od początku XX wieku uczestniczył w najważniejszych paryskich salonach, a jego sztukę promowali między innymi Guillaume Apollinaire i André Salmon.
Pod koniec lat dwudziestych Gwozdecki odchodził od gwałtowności właściwej wcześniejszym pracom ku bardziej uporządkowanej, stylizowanej formule. Jego obrazy i grafiki z tego czasu sytuują się na pograniczu klasycyzmu, realizmu magicznego i „nowej rzeczowości”. Artysta upraszczał rysunek, rytmizował kompozycję, podkreślał kontury oraz nadawał przedstawieniom atmosferę skupienia, melancholii i niepokoju. Szczególnie ważna pozostawała dla niego linia, ale równolegle rozwijał eksperymenty graficzne i monotypiczne, które około 1928 roku doprowadziły do opracowania własnej techniki kolorowej odbitki, nazywanej później „gwozdotypem”. W jego twórczości tego okresu spotykały się zatem dyscyplina formy, intensywność koloru i potrzeba poszukiwania nowych środków wyrazu.
W pracy „Za tych na morzu” artysta wykorzystał tę nową, syntetyczną formułę do stworzenia obrazu o charakterze elegijnym. Rozpięty pomiędzy motywem katastrofy morskiej a monumentalnym krucyfiksem pejzaż staje się przestrzenią pamięci i żałoby. Klęcząca postać, zredukowana niemal do gwałtownego znaku, skupia w sobie dramat utraty, podczas gdy rozświetlona, wzburzona toń nadaje scenie wymiar niemal mistyczny.