Cykl XXV Edwarda Dwurnika powstawał od pierwszej dekady XXI wieku. Jego geneza wiąże się z zainteresowaniem artysty twórczością Jacksona Pollocka. Dwurnik podjął decyzję o przejściu do abstrakcji świadomie – nie jako efekt przypadku, ale przemyślanego działania. Na początku malował pejzaże morskie, pozbawione nieba, następnie próbował przedstawiać chmury, które ostatecznie przemalował. „Postanowiłem więc malować abstrakcje” – mówił. Artysta pracował na zewnątrz – w ogrodzie, gdzie rozstawiał duże blejtramy, kładł je na ziemi lub opierał o mur. Korzystał z farb ftalowych w puszkach, które spływały swobodnie na podłoże. „Farby ściekały i wsiąkały w ziemię, a ściana była kompletnie zachlapana. Obfotografowałem ją ze wszystkich stron”. Powstałe kompozycje miały charakter procesualny – były wielokrotnie dochlapywane. „Obraz abstrakcyjny nigdy nie jest skończony. Ten tu, nad stołem, wisi od dawna, a kilka dni temu podszedłem do niego i przejechałem po nim dłonią umazaną w farbie”.
W 2005 prace z tego cyklu pokazano w krakowskim Bunkrze Sztuki na wystawie zatytułowanej „Thanks Jackson. Dwurnik 2001-2004”. Jak wspominał artysta, powstało już kilkaset obrazów – najczęściej wielkoformatowych, dwa na dwa metry i większych, ale także w rożnych formatach. Malował je ręką, patykiem, czasem pędzlem. Proces był częściowo intuicyjny, ale wymagał kontroli. „Ludzie myśleli, że to jakiś wybryk Dwurnika. Przekonali się do nich, bo to są naprawdę bardzo dobre obrazy” – mówił.