„Wolumin książki rozprzestrzenia się kartami. Jest to ściśle określona przestrzeń z bagażem liczenia, zapachem starego papieru, kolorami. Moje prace przestrzenne w drewnie i ołowiu odczuwam jako gatunek biblioteki, powszechnej biblioteki. Użycie materiałów ma niezwykle konkretne odniesienia, od poziomu fizycznego (fizyki) do erotycznego; w kierunku tańca. Tańczą materiały. Lubię oglądać ołów, który wlewa się w drewniane otwory. Przybiera on wręcz formy pewnych prototypów – serca, wątroby. Przypatruję się tym pracom i widzę, ile jest w nich tego, co jest w nas. Wszystko, co jest płynne, jest prawdziwe. Z całą pewnością ołów nie jest dla mnie materiałem, który wyczerpałem. Myślę teraz o zrobieniu wystawy z szesnastu bibliotekbazylik. Bazylik nie zawsze kompletnych, zauważalny będzie brak elementów w poszczególnych nawach”. Andrzej Szewczyk W twórczości Andrzeja Szewczyka szczególne znaczenie miała praktyka „pisania” obrazów, nawiązująca do tradycji ikony i medytacji. Prezentowana praca jest bardzo emblematyczna dla tego myślenia o praktyce artystycznej. W kompozycjach z lat 80. i 90. pojawiają się strużyny kredek, łupiny pistacji czy też drewniane obiekty przestrzenne. Szewczyk rezygnuje z tradycyjnych środków przekazu, zwracając się ku tym mniej oczywistym, co powoduje, że jego prace odznaczają się niezwykłą fakturą oraz kolorystyką i oddziałują na zmysły dotyku i wzroku. Do niecodziennych materiałów podchodzi analitycznie, pracuje cyklami i seriami. „Pracuję tak długo i intensywnie, aż zbiór jest nasycony. Nie mam nigdy pewności, kiedy to następuje, ale w praktyce jest coś takiego jak wyczerpywanie się i wtedy odkładam narzędzia” – mówi.