„Zawsze kochałem malowanie i czuję się dobrze, gdy to robię. Przez ciągłą ciekawość i chęć zobaczenia obrazów, które chodzą mi po głowie. Chcę je zmaterializować. Maluję seriami, lubię, gdy na płótnie widać czas jego powstawania, kolejne warstwy – coś jak narastające słoje na drzewach. Dlatego prace długo powstają i wracam do nich”.
– Aleksander Roszkowski
Katarzyna Piskorz, kuratorka monograficznej wystawy Roszkowskiego zorganizowanej przez warszawską HOS Gallery, komentuje język ekspresji Roszkowskiego jako ukształtowany pod wpływem ekspresji, którą można odnaleźć w sztuce średniowiecznej. Przywołuje w tym kontekście język malarski Velázqueza i Rembrandta. Ta interpretacja pozwala spojrzeć na malarstwo abstrakcyjne z zupełnie innej strony – kategorie takie jak ekspresja zdają się przekraczać podziały pomiędzy abstrakcją a figuracją.
Olej na płótnie „Zimorodek” zdradza żywe zainteresowanie malarza przyrodą. Roszkowski z wrażliwością transponuje obserwowany świat i przekłada go na płótno, korzystając z konwencji pejzażowej. Kompozycje takie jak ta prezentowana w katalogu kategoryzowane bywają przewrotnie jako „abstrakcyjne figuracje”. Określenie to odnosi się do przypadków takich jak prezentowany w katalogu – prac posiadających zwięzły tytuł, które jednak nie sposób nazwać figuratywnymi. Tym, co spaja obraz zimorodka i abstrakcję Roszkowskiego jest intensywnie niebieska barwa z pomarańczowymi akcentami. Tym charakterystycznym ubarwieniem i niezwykłą zwinnością zimorodki zaskarbiły sobie reputację jako „klejnoty znad wody”.
Na uszczypliwe komentarze dotyczące ciemnej palety barw, stosowanej w kontekście prac, których tytuł sugerowałby pogodną pastelową kolorystykę, Roszkowski odpowiada z przenikliwością: „Jestem malarzem środkowoeuropejskiej strefy klimatycznej. Po prostu takie tu mamy światło”. (Z Aleksandrem Roszkowskim rozmawiał Staszek Gieżyński, „Światło dalekiej północy”, Weranda 12/2015, Warszawa 2015).